
Gruzja - Tbilisi 2004
”Kto
przyjmuje jedno z tych dzieci w Imię moje, Mnie przyjmuje;
a
kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który mnie posłał”
Wszystkich
Was bardzo prosimy o modlitwę w intencji dzieci Gruzji.
Za
wszelką pomoc składamy serdeczne Bóg zapłać.
Tbilisi, 5 X 2003 r.
Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W tym moim liście podzielę się radością, płynącą z b. ważnego wydarzenia w moim życiu. Otóż 2 lutego 2003 roku w święto Ofiarowania Pańskiego na Mszy św. o godz. 12.15 w Katedrze pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Tbilisi, w obecności Nuncjusza Apostolskiego Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu - arcybiskupa Claudio Gugerotti, Administratora Apostolskiego obrządku ormiańsko – katolickiego w Gruzji – o. Emmanuela, kapłanów i licznie zgromadzonych wiernych, otrzymałem święcenia diakonatu z rąk Administratora Apostolskiego Kaukazu - biskupa Giuseppe Pasotto. Sam też zaproponowałem tą datę, ponieważ jest to również Dzień Życia Konsekrowanego, a dla naszego zakonu jeszcze bardziej znaczący, gdyż to rocznica nawrócenia św. Kamila. W Eucharystii uczestniczyli ze strony kamilańskiej: o. Mario, który przyjechał z Armenii, wraz z siostrą Francuzką od Karola de Foucauld, gdzie pracują w naszym szpitalu w Aszocku, trzy siostry ze zgromadzenia Córek św. Kamila z Tbilisi, nasi współpracownicy, wolontariusze, sympatycy, m.in. z grupy Odnowy w Duchu Świętym, którą prowadzimy. Postulanci (5 kandydatów do naszego zakonu) wchodzili w skład służby liturgicznej, a każdy z nich spełniał specjalne funkcje. Nasi ojcowie mieli dodatkowe zadania: Paweł czytał Ewangelię po gruzińsku i potem oficjalnie prosił Biskupa o wyświęcenie mnie, zapewniając, że jestem do tego przygotowany, natomiast przełożony nakładał mi szaty diakona. Siostry zakonne reprezentowały prawie wszystkie zgromadzenia obecne w Gruzji. Ceremoniarzem był o. Gabriel ze zgromadzenia zakonnego stygmatynów, którzy w tym kraju duszpasterzują ok. 10 lat (nasz biskup też jest stygmatynem). Liturgię uświetniał chór katedralny, który naprawdę pięknie śpiewał. Dodam, iż również byli przedstawiciele 3 ambasad: polskiej, francuskiej i włoskiej. Radość tego wydarzenia potęguje fakt, iż były to pierwsze święcenia diakonatu od czasów rewolucji październikowej w Kościele katolickim w Gruzji w rycie łacińskim.
Nasz ordynariusz był tak dobry, że nie tylko napisał i wygłosił kazanie po gruzińsku i włosku (specjalnie dla mnie i „włoskojęzycznych”), ale gdy już po uroczystości tekst zniknął, z pamięci jeszcze raz odtworzył i przesłał nam przez internet. Zrobił to na naszę prośbę, abyśmy mogli podzielić się tymi głębokimi myślami:
„Dzisiejsze
święto łączy w sobie 4 motywy do medytacji:
-
Ofiarowanie
Pańskie
-
Dzień
Życia Konsekrowanego
-
Dzień
Życia
-
Dzień,
w którym br. Zygmunt, kamilianin, otrzyma Święcenia diakonatu.
Jestem przekonany, że to Święto Objawienia Pańskiego
nadaje sens i głębokie znaczenie tym wydarzeniom.
Maryja i Józef 40 dni po Narodzeniu przynoszą
Jezusa do Świątyni i ofiarują Go Panu. Właśnie to “ofiarowanie”
charakteryzuje i nadaje sens życiu Jezusa. Całe jego życie to nieustanne pełnienie
woli Ojca.
Patrząc na życie osób konsekrowanych możemy
dostrzec tą samą charakterystykę i ten sam cel. Także oni pragną w pełni
oddać swe życie Bogu. Nie pragną bogactw tego świata, abyśmy zrozumieli, że
Bóg jest o wiele cenniejszy, i tylko On jest jedynym bogactwem, którego należy
szukać. Nie chcą zakładać własnych rodzin, abyśmy nie zapominali, że
największą rodziną miłości jest Kościół i ludzkość. Pragną być posłuszni
przełożonym, aby nam przypomnieć, że należy do końca wypełniać wolę
Boga. Powinniśmy być wdzięczni Bogu za dar obecności osób konsekrowanych w
naszym gruzińskim Kościele. Także my, Bracia i Siostry, jakże często,
codziennie, mamy możliwość ofiarować Bogu nasze życie poprzez prace,
cierpienia, choroby, radości, pragnienia naszych serc....
Nasze życie jest największym darem uczynionym
dla nas przez Boga. Ono jest święte, jak świętym jest życie każdego człowieka
bez różnicy. (Po Komunii św. Będzie Wam czytany list, który przygotowałem
na to święto życia).
Drogi
Zygmuncie!
Poprzez wiarę Wspólnoty
Ludu Bożego i poprzez włożenie rąk, za chwilę otrzymasz święcenia
diakonatu. To pierwszy etap w kierunku kapłaństwa, ale nie tylko. Twoje życie
otrzyma ostatecznie ukierunkowanie, którym jest służba. Będziesz posługiwał
Kościołowi poprzez udzielanie Sakramentu Chrztu św., głoszenie Słowa Bożego,
rozdzielanie Chleba Życia, błogosławienie związków małżeńskich, wypełniając
wszystkie zadania powierzone ci przez Kościół, ale przede wszystkim jesteś
powołany, aby służyć biednym, którzy stanowią najcenniejszą Jego część.
Im to jesteś zobowiązany ukazywać miłujące serce Kościoła, który wie, że
służąc potrzebującym służy Chrystusowi. Wezwę nad tobą Ducha Św., aby
Cię uświęcił i abyś ty był źródłem uświęcenia dla braci. Dziś są ci
bliscy Kamilianie, nasza wspólnota parafialna reprezentująca cały Kościół,
a także twoja rodzina, która jak wiem, jest liczna i z pewnością modli się
za ciebie, jak również wszyscy Twoi przyjaciele w Polsce.
Życzę Ci, w imieniu wszystkich, radości
wypływającej z życia oddanego Chrystusowi i braciom. Niech Pan Cię błogosławi.”
Po uroczystej Mszy Świętej był też poczęstunek przy tzw. szwedzkim stole w sali “Sulhana Saby Orbeliani”, znajdującej się obok Katedry. Przed przyjęciem sakramentu święceń odbyłem tygodniowe rekolekcje w Wale (niedaleko granicy Turcji). Prowadził je ks. prałat Jerzy Szymerowski, pochodzący z diec. ełckiej, który w Gruzji gorliwie duszpasterzuje od 7 lat.
O.
Paweł wysłał też notatkę do Katolickiej Agencji Informacyjnej, która została
opublikowana. Po informacji o diakonacie dołączył jeszcze 1 ważne zdanie: „Na
terytorium Kaukazu Kamilianie są obecni od początku lat 90-tych i aktualnie
prowadzą szpital w Aszocku w Armenii i duże poliambulatorium w Tbilisi, świadcząc
bezpłatną pomoc najbiedniejszym mieszkańcom Kaukazu, a także sprawują opiekę
duszpasterską nad jedną z katolickich parafii, położoną wysoko w górach,
przy granicy z Armenią”.
Przełożony naszej wspólnoty kaukaskiej – o. Nino Martini - napisał artykuł na temat święceń diakonatu do włoskiego miesięcznika kamilańskiego, a także tutejszego miesięcznika katolickiego pt. „Saba”.
Łaska
to dar od Boga darmo otrzymany. Jeśli ten fakt sobie uświadamiamy, pobudza nas
to do wdzięczności. A to z kolei do radości i dzielenia się z drugimi. Im większy
dar, tym większa wdzięczność, ale i tym większe zadanie do wypełnienia...
Jeszcze mocniej to sobie uświadomiłem teraz - po otrzymaniu diakonatu.
W
tym miejscu z głębi serca chcę podziękować Wam, których spotkałem na
drodze mego życia, za wszystko: za modlitwę i ofiarowane sakramenty święte,
dobre słowo, wszelkie wskazówki i rady, dzielenie się swoim doświadczeniem,
życzliwość, gościnność, a przede wszystkim ubogacające świadectwo życia
chrześcijańskiego... Wszystkiego nie da się wymienić. Tylko Bóg wszystko
zna i najlepiej nagrodzi każde otrzymane od WAS dobro. Wyrazem wdzięczności
jest moja codzienna modlitwa za WAS. Kiedy razem z o. Pawłem łączymy się na
modlitwie, na Mszy św., często przedstawiam Was Bogu. Także polecam Was w
codziennym różańcu.
Również ja proszę gorąco o modlitwę, abym - dzieląc się łaską Ducha Świętego, którą otrzymałem podczas święceń - dobrze tu służył ludziom i nauczył się j. gruzińskiego. Dopiero wtedy będę mógł spokojnie być kapłanem.
Wrócę teraz do moich początków w Gruzji. Można powiedzieć, że dostałem się tu bez specjalnych trudności. Z Polski wyjechałem 16 XI – w dzień MB Uzdrowienie Chorych, patronki naszego zakonu. Same podróże różnymi środkami lokomocji odbyły się nader dobrze. Nawet towarzysze podróży byli b. sympatyczni i rozmowni, a pochodzili z Ukrainy, Białorusi, Polski też, oraz Gruzji. Pierwszy raz w życiu miałem w pociągu miejsce sypialne, a potem lot samolotem - inaczej nie można się dostać (bez problemów i bezpiecznie) do krajów kaukaskich. Kiedy z Katowic zajechałem do Kijowa, prawie po dobie, przyjął mnie gościnnie bernardyn – o. Franciszek, który pracuje w tamtejszej Kurii Biskupiej i jest proboszczem nowopowstałej parafii. W stolicy Ukrainy spędziłem kolejną dobę, dzięki czemu poznałem centrum miasta, a także katedrę, piękne cerkwie i siostry Misjonarki Miłości (od M. Teresy z Kalkuty). Wszystkie kontrole celne i odprawy paszportowe przeszły spokojnie. Nawet nie miałem rewizji bagażu, tylko pytano mnie, czy nie przewożę m. in. narkotyków, czy broni. Obawiałem się jak będzie z bagażem do samolotu. Na lotnisku okazało się, że linie ukraińskie bagażu podręcznego też nie ważą, tylko to, co biorą do przechowania. Jeśli jest powyżej 20 kg, to płaci się 1,6 dol. za każdy kg. Sam lot do Tbilisi trwał ok. 2,5 godz. Mogę to porównać do jazdy (długim) autobusem, tylko o wiele płynniejszej, a także spokojniejszej. Na lotnisku czekał już – z radością - o. Paweł Dyl, który misjonuje w Gruzji 3 lata. Może warto dodać, że w tym dniu 18 XI wspominamy w Kościele katolickim rocznicę poświęcenia rzymskich bazylik świętych Piotra i Pawła. Akurat o. Paweł i ja otrzymaliśmy na chrzcie świętym drugie imię Piotr. Także należymy do parafii pod wezwaniem tych świętych apostołów. Potem pojechaliśmy do naszego domu p.w. św. Jerzego – patrona Gruzji, na Temce (dzielnica stolicy), gdzie prowadzimy poliklinikę. Obok w drugim budynku mieszkają 3 siostry kamilianki. Tam przywitałem się i zapoznałem ze współbraćmi: przełożonym – o. Nino Martini i 5 postulantami - kandydatami do naszego zakonu. Po wspólnej kolacji pojechaliśmy do drugiego domu w „Sanzonie”, oddalonego ok. 3 km. Tu zamieszkałem. Jest to klasztor św. Kamila, w którym kandydaci przygotowują się do naszego zakonu, a o. Paweł jest ich formatorem.
W ciągu tygodnia chodzimy do chorych i biednych. Po popołudniu postulanci uczęszczają na wykłady do katolickiego instytutu teologicznego, który został założony w ub.r. Ja mam po 2 lekcje w tygodniu j. rosyjskiego i gruzińskiego. We wtorki chodzę katechizować sierotę – Oleszę Wojciechowicz – Polkę z pochodzenia, która mieszka ze swoją ciotką. W czwartki od godz. 16 prowadzimy - w naszym domu św. Kamila - modlitewne spotkanie grupy Odnowy w Duchu Świętym, w czym uczestniczą też niepełnosprawni, których sami przywozimy i odwozimy. Większa część członków jako wolontariusze pomaga chorym jeżdżąc z naszą s. Koriną do ich domów.
W każdą sobotę wyjeżdżamy do naszej parafii, położonej w górach na wysokości powyżej 1500 m n.p.m. - blisko Turcji i Armenii, gdzie Paweł jest proboszczem. Pierwszy raz, gdy tam jechałem, z lękiem patrzyłem na przepaści, które mijaliśmy przy drodze. Teraz już się przyzwyczaiłem, tak że nawet sam już prowadzę samochód. Jedziemy tam kilka godzin, gdyż trasa wynosi 260 km., a nie jest prosta i łatwa, a szczególnie w górach. Trzeba tu dodać, iż nawierzchnia dróg w Gruzji jest w wielu miejscach fatalna - pełna większych czy mniejszych dołów, a kierowcy jeżdżą jak im się podoba. Z tego powodu trzeba poruszać się ostrożnie i - często - nie tak szybko. Wyjeżdżamy rano, aby dotrzeć w sobotę do 1 wioski – Wargawi. Tam po modlitwie różańcowej o. Paweł odprawia Mszę św. z homilią, a potem jest katecheza. W niedzelę to samo w kościele parafialnym w Chizabawrze. Od kiedy jestem diakonem zostaję w drugiej miejscowości. Tu już katechizuję i głoszę kazania. Czynię to jeszcze po rosyjsku – a postulanci tłumaczą na j. gruziński. W pierwszy dzień prowadzę katechezę w rodzinach - kiedy z 1 s. kamilianką odwiedzamy chorych w ich domach – a drugiego dnia dla dzieci, w kościele. Po południu wyjeżdżamy i wracamy w godzinach wieczornych do Tbilisi.
W Gruzji jest tylko kilkunastu kapłanów katolickich. Więc pracy jest sporo, tym bardziej, że po latach komunizmu trzeba wszystko zaczynać od podstaw. Większość to Polacy, a także Włosi. Wśród nich jest jeden kapłan, który pochodzi z tej samej diecezji, co ja, zamojsko – lubaczowskiej i jest ode mnie starszy tylko kilka lat. Będąc w mojej rodzinnej parafii, już przed moim tu przyjazdem, dowiedziałem się o nim. Poprzednio pracował w sąsiednim Azerbejdżanie, gdzie sam zapoczątkował pierwszą katolicką parafię. Po nim objęli to salezjanie ze Słowacji. Od grudnia jest naszym ojcem duchownym i prowadzi w naszym domu comiesięczne dni skupienia. Teraz został wicerektorem nowopowstającego katolickiego seminarium duchownego w Gruzji. Jest to ks. Jerzy Piluś, który duszpasterzuje w Gori – miejscu urodzin Józefa Stalina. Nawet byłem tam w muzeum, poświęconym temu „słynnemu” Gruzinowi, z naszym ojcem przełożonym – przy okazji wizyty jednego z Włochów, który pracuje jako rehabilitant w naszym domu opieki w Turynie i jest moim rówieśnikiem.
Jest jeden biskup diecezjalny na cały Kaukaz oraz nucjusz apostolski . Nie tylko łączy ich to, iż są Włochami i pochodzą z Werony (tam nasz zakon prowadzi dwa domy opieki), także obydwóch cechuje ojcowska dobroć, życzliwość, otwartość, przystępność, sympatyczność, pogoda ducha, ... – takie ciepło przyciąga.
Dodam
jeszcze (jakby na marginiesie), że pogoda jest tu zróźnicowana. W górach,
gdzie też mamy parafię, jest podobnie jak w Polsce. Natomiast w Tbilisi śnieg
jest rzadkością. Jednak w tym roku i tu zaczął padać w połowie grudnia i
po kilku dniach było już ok. 20 cm. Przy końcu grudnia przyszło ocieplenie i
na początku roku śnieg całkowicie zniknął w stolicy. Mieliśmy nadzieję,
że na tym koniec. Jednak śnieg padał - co jakiś czas. Nawet i w poranek
wielkanocny nieco poprószył. Jednak to było ostatni raz. Kiedy były duże
opady, byliśmy nawet zmuszeni dwa razy odwołać naszą cotygodniową „wyprawę”
do naszych parafian. Mówią, że taka zima była tu b. dawno. Niektórzy nawet
żartowali, że to ja przywiozłem taką pogodę z Polski. Potem było upalne
lato i pracowite wakacje. Byłem – można powiedzieć – jako współprowadzący
na: 3-dniowej pieszej pielgrzymce oraz 4 letnich obozach chrześcijańskich w różnych
częściach Gruzji. Najpierw w Orpiri ze wspólnotą „Wiara i Światło”, a
potem z dziećmi z naszej Chizabawry. Później ze skautami z Włoch, a na końcu
Bazaleti znaszą grupą Odnowy w Duchu Świętym. Teraz pogoda jest taka, że w
dzień jeszcze przeważnie jest ciepło, a w nocy chłodno.
Kończąc,
serdecznie Was pozdrawiam.
Szczęść
Boże!
br.
Zygmunt N. - kamilianin.